Dziś o 8:20 widziałem zaćmienie księżyca. Ponoć ostatnie takie zaćmienie było gdzieś 400 lat temu. Najgorsze jest to, że nie wiedziałem, że to jest zaćmienie, bo nigdy nie widziałem takiego..ehh.. To było rano (tu po ósmej jest jeszcze ciemno jak w środku nocy), gdy wyszedłem przed dom się przewietrzyć. No i pytam sie Grześka, czy takie coś lustrzanka złapałaby, bo to cudnie wygląda. Ten wyszedł, spojrzał, powiedział, że to nic nadzwyczajnego, dostałem jeszcze zjebkę, że najpierw mam szukać pracy, a później czas na przyjemności. Wieczorem dowiedziałem się od Kasi, że to było zaćmienie księżyca. No i ja spojrzenie na Niego, ten na mnie, a ja wkurw lekki. Bo nie mam ani jednego, ani drugiego. Ale w ogóle dziwnie zachowywał się jak dla mnie ten księżyc. Bo najpierw był taki brązowy, piękny, a później była 3/4 odsłonięta i pełnia. Ale nie zwracałem na to uwagi zbytnio. Ehh.
Dobra. Dzień na mieście, part 2. Łażąc po mieście, porobiłem oczywiście trochę zdjęć. Punktem startowym była stacja Hlemmur – główny węzeł autobusowy w Reykjavíku. Stąd można się dostać praktycznie wszędzie. W 2002 roku powstał film dokumentalny o ludziach z Hlemmuru i nazywa się.. “Hlemmur”. Ciekawostka: ścieżka dźwiękowa do filmu została napisana i stworzona przez Sigur Rós.
Na Hlemmurze znajduje się punkt informacji turystycznej, gdzie można dostać m.in. mapy Islandii, czy Reykjavíku za darmo.
Jak widać – dużo śniegu w Reykjavíku nie ma. A nawet w ogóle nie ma ;) Obstawiam, że większość osób w Polsce, która o Islandii wie tyle, że “TAAAM KRYYYYZYYYYYYS!!! WUUULKAAAAAN WYYYYBUUUUCHŁŁŁ” i tym podobne, uważa, że skoro w Polsce jest obecnie mróz sięgający w nocy -20°C, to tu, w Islandii, temperatura jest gdzieś z -40°C, bo to tak na północy i w ogóle. Nic bardziej mylnego. Zimy są tu cieplejsze niż w Polsce. Dzięki ciepłemu prądowi zatokowemu :)
Poniżej na zdjęciu autobus Strætó (zwane przeze mnie “Srajtoł” ^^”). Wiem, zdjęcie miszczoffffsko wykonane, ale już się ściemniało w zasadzie.
Okolice Hlemmur; Hverfisgata i Laugavegur. Nie wiem, co to za pomnik; przedstawia konie z belką. Ot, tyle :) Mi natomiast strasznie podobają się te kolorowe domki w tle; niczym z klocków Lego :)
I poniżej domki z bliska :) (Laugavegur)
A po odwróceniu się o 180 stopni…Idąc na lewo, znajdziemy właśnie Hlemmur i stołeczną komendę policji, a na prawo dojdziemy na miðbær, czyli downtown, a raczej tak jakby na deptak, gdzie jest pełno ludzi i wielkie korki; nie polecam nikomu jadąc tam samochodem, trafić tam ;)
Nie wiem czemu wszyscy marudzą, że w rejkjawickim zoo nie ma misia polarnego. Idąc przez downtown widziałem nawet dwa ;-)
Łażąc po mieście w poszukiwaniu pracy, w pewnym momencie skręciłem i widząc tę budowlę, na chwilę zamarłem w miejscu. A zobaczyłem…
…więc stwierdziłem, że mogę podejść, skoro jestem tak blisko ;) I porobić trochę zdjęć :) I tak oto złapałem Hallgrímskirkjan z zachodzącym słońcem w tle :)
Nie jestem w sumie pewien, czy słońce zachodziło; ale tutaj w sumie trwa wiecznie wschodzące lub zachodzące słońce. Wg EXIFa ze zdjęcia (zegar i datę mam zawsze dobrze ustawioną w aparacie :P), zdjęcie to zrobiłem o 14:15. W ogóle słońce wschodziło gdzieś o 12:15. W sumie, to po 10:30 robiło się już widno, ale góry jednak słońce trochę przysłaniają, więc latego po 12ej dopiero się zjawiło na niebie.
Stąd wróciłem na Laugavegur, łażąc jeszcze i pytając o pracę. Stwierdziłem, że wracam już do domu; chęci odebrał mi szaleńczy wiatr i –11 stopni, które ponoć przypałętało się za mną z Polski (w piątek tu ponoć było jeszcze +10°C). Poszedłem na przystanek Fríkirkjuvegur(?) i czekałem na Srajtoł. A poniżej Tjörnin z autobusu
A tu przystrojona świątecznie droga koło pętli autobusowej Fjörður w Hafnarfjörður.
W ogóle dziś się strasznie zamotałem z tymi autobusami, bo myślałem, że na pętli w Fjörður one wracają już do RVKu, a nie jadą dalej do HFJ. W ogóle to mi tak jeden z kierowców wytłumaczył -.- Ale byłem trochę wkurzony na siebie. W końcu spytałem innego kierowcę (Ukraińca albo Litwina(?), który gadał po polsku o.O), a później kierowcę Polaka, od którego dostałem zjebkę, bo takie rzeczy wg niego to powinienem już wiedzieć, bo tu mieszkam i takie tam. Nawet nie obchodziło Go, jak mu powiedziałem, że tu jestem 2gi dzień dopiero. Więc niepotrzebnie wysiadałem z tych srajtów nr 1 i tak w Fjörður spędziłem godzinę. Później jak trochę byłem zirytowany zachowaniem polskiego kierowcy, to w ogóle wszystkiego mi się odechciało. Jeszcze do mojego kumpla nie mogłem się dodzwonić, bo mi bateria w telefonie padła <facepaw2>. Ale w końcu spojrzałem na mapkę i zobaczyłem, że w ogóle nie tak spamiętałem sobie nazwę przystanku na Vellir i kierowcom zamiast tłumaczyć, że na Vellir chcę się dostać, to tłumaczyłem, że na Hvammur. Ale Islandczycy byli mili i sie nie denerwowali tym, że źle nazwę przystanku podawałem (ale mówiłem, że “hildurbakka or something like that”) i że się przeze mnie troszkę konsternowali ^^". Z jednym nawet trochę pogadałem, spoko człowiek :) Później w ogóle nie na tym przystanku co trzeba wysiadłem, bo mi to Hvammur w głowie było i wysiadłem na przystanku z końcówką w nazwie "hvammur". No i później przez godzinę szukania ulicy (są alfabetycznie, to nie tak źle), ale trochę Ajszlanderów pytałem (ach trzech), to jakoś dotarłem; co gorsza, prawdopodobnie przez cały czas kręciłem się w okolicy domu i nie mogłem trafić (ciemno, zmęczenie już i zimno robią swoje), a wysiadłem o 2-3 przystanki za wcześnie, więc...ekhm..nic więcej nie napiszę.
Wiecie, że jest 13 Św. Mikołajów tutaj? Dziś dostałem książkę do nauki islandzkiego *.* To nic, że cała po islandzku jest. Ale łatwo z niej jest wszystko zrozumieć ^^.
Dobra, to tyle. Idę spać, bo ledwo żyję, jutro od 9ej znów kursowanie po mieście..:D Sjáumst.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz