Ok..wróciłem do domu już :) Koncert jak ten w Warszawie. Trochę spóźniłem się na support, ale pogadałem z Kjartanem. Nie poznał mnie na początku, ale później mówi "ja Cię kojarzę..", a ja "z Warszawy?" i oboje w śmiech, a On "Aaaa! To Tyyyyy!", obściskał mnie, pogadaliśmy chwilę, poszedłem po bilet i na support. Na początku wchodzę, sala pełna. Szukam dość dogodnego miejsca, ale chwilę posiedziałem i poszedłem na sam przód porobić trochę zdjęć. Support grał Hudson Wayne. Pierwszy raz ich na uszy słyszałem, ale są nawet nawet. :) Porobiłem kilka zdjęć, support się skończył, kilkanaście minut przerwy na scenę weszli Seabearki :)
Znalazłem wolne miejsce w pierwszym rzędzie. Jej..nie żałuję, że po raz kolejny w tym roku poszedłem na ich koncert. Ale powiedziałem im w Warszawie "Á næst á Íslandi" :) Setlista była niemal ta sama, jak w Warszawie, ale na żywo mogę ich w kółko słuchać. No i z płytki też :) Lubię ich muzykę. Na którymś kawałku Sóley (klawiszowiec) spojrzała się na mnie raz, później drugi i się uśmiechnęła ^^ Tak samo Halldór :D W ogóle Islandczycy mnie zadziwiają; oni na koncertach chyba nie umieją się po prostu "zachowywać". Nie chodzi o to, że są hałaśliwi, gadają, czy coś. Są po prostu STRASZNIE SZTYWNI. Ja tam śpiewałem prawie wszystkie piosenki, klaskałem i takie tam. W ogóle swoim zachowaniem wywołałem lekkie WTF u starszej, ja wiem, koło 40tki, Islandki. No po prostu mojego zachowania nie była w stanie ogarnąć :) Ale na szczęście sam się tam nie bawiłem, bo jak rozglądałem się, to jakieś kilka(naście) osób też coś tam się bawiło. No, żeby nie było, że są wszyscy tacy sztywni :)
Po koncercie bez problemu można było wejść na backstage; nikt nie pilnuje tego, ale grzecznościowo zapytałem jakiegoś Islandczyka, czy mogę wejść pogadać z zespołem. Był trochę zdumiony, bo chyba tu o takie rzeczy nie powinno się pytać, tylko po prostu trzeba wejść. Sindri był zaskoczony, że przyjechałem :D Śmiał się mówiąc "Czyli teraz jesteś Islandczykiem" haha.
Trochę porozmawialiśmy sobie wszyscy, powiedziałem sobie, że jak odpuściłem robienie zdjęć z nimi w Wawie, to tu w RVKu nie odpuszczę sobie. No i z każdym zrobiłem sobie zdjęcie ^^. W ogóle spotkała mnie zabawna sytuacja (ehh..ten język islandzki…). Otóż wiedziałem, że “Gjörðu svo vel” oznacza “proszę “. Więc jak czekałem na wszystkich na scenie, kilku kolesi wynosiło sprzęt na backstage. I otwierałem każdemu drzwi mówiąc te “gjörðu svo vel”. W pewnym momencie, byłem lekko skonsternowany, bo z jednym z tych kolesi dialog wyglądał tak:
ja: gjörðu svo vel
on: takk (dziękuję)
ja: gjörðu svo vel
on: takk
Chciałem znów powiedzieć “gjörðu svo vel”, ale stwierdziłem, że coś tu nie tak, więc tylko się uśmiechnąłem. Kilka dni później dowiedziałem się, że “gjörðu svo vel” oznacza “proszę” w znaczeniu np. jak komuś drzwi otwieram i mówię “proszę”. I to “gjörðu svo vel” nie ma sensu w islandzkim jako odpowiedź na “takk” [dziękuję]. Otóż na “takk” powinienem odpowiedzieć np. “ekkert mál” [no problem?], albo “það var litið” [drobiazg? nie jestem pewien tych tłumaczeń, ale zgaduję tutaj]. Po koncercie, poszedłem w okolice Tjörnin, gdzie umówiłem się z moim znajomym. Przy okazji oczywiście zrobiłem kilka zdjęć :)
Dobrze, że w ogóle na chwilę byliśmy w domu, to podładowałem sobie nieco aparat przed koncertem. Ehh..nie ma to jak być roztrzepanym na tyle, żeby przed wyjazdem nie naładować aparatu. Jej..nie zapomnę, jak leciałem już nad Islandią..te jeziora, góry, rzeki…no coś NIESAMOWITEGO. Następnym razem naprawię to :) Obok na zdjęciu znajduje się choinka postawiona na…wodzie. Zaintrygowało mnie to. Ale to w sumie Islandia: co w Polsce wydaje się być nienormalne, na Islandii jest standardem ;-) Choinka znajduje się koło Tjörn/Tarnabíó. Na zdjęciu poniżej znajduje się jezioro – Tjörn(in). Jest to jezioro w centrum miasta; pływają tam kaczki i łabędzie(?). Woda na nim nie zamarza wszędzie. Miasto zadbało o to, żeby ptactwo miało gdzie pływać,
więc wlewa do jeziora ciepłą wodę :) Po lewej stronie na zdjęciu znajduje się kościół – Fríkirkjan. I na zdjęciu na samym dole postu znajduje się wspomniane wyżej jeziorko. Tym razem od strony tego kościółka, z ulicy Fríkirkjanvegur.
ja: gjörðu svo vel
on: takk (dziękuję)
ja: gjörðu svo vel
on: takk
Chciałem znów powiedzieć “gjörðu svo vel”, ale stwierdziłem, że coś tu nie tak, więc tylko się uśmiechnąłem. Kilka dni później dowiedziałem się, że “gjörðu svo vel” oznacza “proszę” w znaczeniu np. jak komuś drzwi otwieram i mówię “proszę”. I to “gjörðu svo vel” nie ma sensu w islandzkim jako odpowiedź na “takk” [dziękuję]. Otóż na “takk” powinienem odpowiedzieć np. “ekkert mál” [no problem?], albo “það var litið” [drobiazg? nie jestem pewien tych tłumaczeń, ale zgaduję tutaj]. Po koncercie, poszedłem w okolice Tjörnin, gdzie umówiłem się z moim znajomym. Przy okazji oczywiście zrobiłem kilka zdjęć :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz